Mimo, że nie przepadam za książkami świątecznymi wzięłam udział w naborze recenzenckim, gdyż dotyczył najnowszej książki Katarzyny Fiołek. Autorki na której twórczość trafiłam na wiosnę i w niej przepadłam.
Czemu? Co mnie w tej literaturze zachwyca i przekonuje do dalszego poznawania jej książek? Czym tym razem pisarka zaskoczy czytelnika?
Tysiąc bieszczadzkich gwiazd to historia Łucji oraz Janka oraz ich pokrętnych losów.
Łucja to młoda kobieta, której los nie był wcale łatwy, mimo że mieszkała w bieszczadzkich Lutowiskach. Porzucona z niewyjaśnionych powodów przez matkę i wychowana przez surową babkę robi wszystko aby wyjechać stąd jak najdalej. Do czasu…
Janek to jej jedyny przyjaciel, którego rodzina daje dziewczynie namiastkę normalności i ciepła rodzinnego. Z czasem młodzi stają się parą, bo dość często tak jest, że przyjaźń zamienia się w tą pierwszą niezapomnianą miłość.
I właśnie między innymi ta dawna iskra miłości powoduje nagły powrót Łucji w Bieszczady. Choć tak na prawdę głównym powodem jest chęć sprzedaży rodzinnego domu. Pewna obaw wyjeżdża z Warszawy aby rozprawić się z przeszłością.
Czy to się uda? Co z tego wyniknie? Jakie tajemnice wyjdą na jaw? Czy między młodymi znów zaiskrzy?
Cała historia Katarzyny Fiołek rozgrywa się w zimowym otoczeniu Bieszczad (mimo wielu trudnych doświadczeń Łucji), które otulają swoim niecodziennym bajecznym klimatem a zarazem przypominają bohaterce o dzieciństwie i młodości.
W książce Tysiąc bieszczadzkich gwiazd pisarka umiejętnie wplata retrospekcje bohaterów, dzięki którym czytelnik dogłębnie poznaje ich rozterki w różnych momentach ich życia. Dzięki czemu zaczyna lepiej rozumieć ich działania. Poza tym porusza ważne aspekty zniknięcia matki Łucji, które finalnie wiele wyjaśniają. Pod każdym kątem.
Najnowsza książka Katarzyny Fiołek to nie jest żadna słodka opowieść okołoświąteczna, tylko bardzo życiowa historia, która może dotyczyć każdego. I właśnie takie wątki przyciągają mnie i wielu innych czytelników do jej twórczości. Poza tym są świetnie stylowo napisane a wykreowani bohaterowie są tak realni jak ludzie żyjący obok nas.
I właśnie dlatego z powieściami Katarzyny Fiolek mam tak, że mimo wielu terminów, po prostu się nimi delektuję. Historią bohaterów, głównym wątkiem, opisami przyrody, które niegdyś w innych lekturach mnie irytowały, a co najważniejsze delikatnym a zarazem wysublimowanym poczuciem humoru. A także plastycznymi scenami seksu. Poza tym często bohaterki są w podobnym wieku do mojego (nie tym razem). Do tego fajnie było znów poczuć klimat Bieszczad.
Ja jestem zachwycona bo dostałam tu bardzo życiową opowieść związaną z tragedią rodzinną a także tajemnicą. I pozostawiam Was z pytaniem czy uda się sprzedać rodzinną schedę?
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu MUZA.
