Z wielką niecierpliwością czekałam na film o Michaelu Jacksonie. Dlatego też w majówkowy wieczór, tydzień po premierze, z przyjemnością go obejrzałam. Bo wiadomo muzyka genialna i oczywiście sama historia powstania wielkiej legendy króla popu. A nie była wcale taka łatwa.
W sieci było trochę informacji o tym jak rodzina wpływa na fabułę filmu. Bowiem chodziło o wątek relacji miedzy synem a ojcem, który mówiąc delikatnie był trudny. Ale nie można było tego totalnie wybielić, gdyż miało znaczący wpływ na losy samego Michaela, co zostało świetnie pokazane w filmie Johna Logana. Na moje oko fabuła opierała się też trochę na autobiografii samego Jacksona, którą wydał ze 30 lat temu.
Samego Króla popu zagrał jego bratanek Jaafar Jackson, który zrobił to genialnie. Na zdjęciach promujących film może nie jest zbyt podobny do sławnego wujka, ale w samym filmie jest bardzo no i co najważniejsze w tańcu, który był wizytówką wokalisty.
Świetnie tu zostało pokazane jak MJ tworzył i komponował swoje piosenki i jak do nich układał choreografie. Oraz jak powstawały teledyski oraz pojawiły w MTV.
Po prostu czad dla mnie i innych wiernych fanów gwiazdora.
Warto dodać, że producentem jest Graham King, który wyprodukował Bohemian Rapsody. Chyba więcej nie trzeba pisać, o ile znacie film o Queen.
Ja jestem pod wrażeniem i zachwycona rozmachem filmu. W pewnym momencie czułam sie jak na koncercie idola, na którym nie mogłam być. I coś czuje , że obejrzę ten film nie jeden raz.
Polecam bardzo, warto obejrzeć w kinie a nie na jakimkolwiek vod.