czwartek, 3 września 2026

Anielska cierpliwość w Puknij się w aureolę



Pierwszy tydzień urlopu umilały mi czas dwie książki. Jedną z nich był debiut Moniki Tarwid o jakże wymownym tytule czyli PUKNIJ SIĘ W AUREOLĘ.

Jest to niezwykle anielsko ujęta historia o trojgu ludzi, którzy próbują sobie ułożyć na nowo życie. Ale czy na pewno sami? A co by było gdyby to aniołowie strzegli tego co się dzieje w naszym życiu? Gdyby to właśnie oni byliby władni kierować naszym losem?

Bo tak właśnie dzieje się w tej powieści. Dosłownie. 

Maja, Kostek i Jarek to głównie bohaterowie tego romantycznego galimatiasu. Maja to nauczycielka, która kocha góry i kłopoty.  Jarek to policjant, który w ramach małego pouczenia ma mieć Majkę jako partnerkę na pewnym balu. A Kostek to tajemniczy facet po przejściach. 
 
Który z nich zawładnie sercem dziewczyny? Co się musi stać aby ułożyło się to tak jak pewni aniołowie sobie umyślili? Czy na pewno ich moc zadziała tak jak trzeba? 

Puknij się w Aureolę Moniki Tarwid to bardzo ciepła a zarazem dowcipna powieść o miłości, przyjaźni i rodzinie. A także o drugich szansach. 

Ciekawe ujęcie losów bohaterów daje czytelnikowi wiele do myślenia. Bo czyż czasem nie czujemy się tak jakby ktoś nad nami czuwał. Ale tak realnie, a nie duchowo. A do tego jeszcze lekki styl autorki dodaje książce uroku i charakteru. Dlatego wcale się nie dziwię, że rekomendacje na okładce napisał sam Aleksander Rogoziński.   

Puknij się w Aureolę polecam na chandrę, wakacje i wszelkie smutki. Gdyż ja wiele razy nad nią uśmiałam się do łez. 

Ciekawa jestem czym następnym razem zaskoczy czytelników pisarka.