poniedziałek, 8 lipca 2024

Krew z Krwi

 



Czas letnich miesięcy lubię rozpoczynać pozycjami lekkimi a zarazem tajemniczymi oraz z pewną dozą humoru. Do takich książek można spokojnie zaliczyć najnowszą powieść Katarzyny Gacek pt. „Krew z krwi”, która jest kolejną częścią o nietypowych śledztwach niezwykle sympatycznych kobiet z Agencji Czajka.

Jakie tym razem dostały zlecenie? Co z tego wyniknie? Z czym będą musiały się zmierzyć Gaja, Matylda i Klara?

Zlecenie od córki zmarłego aptekarza wydaje się dość trudne, bo czy można odnaleźć prawdopodobne rodzeństwo nie mając żadnego śladu, że takowe istnieje. Za to jakie to jest wyzwanie dla niepozornych bohaterek. Jedyne i niepowtarzalne, aby udowodnić sobie i innym, że są w swoim fachu dobre. Poza tym każda z kobiet musi sobie poradzić z różnorakim problemami rodzinnymi lub zawodowymi. Bo Gaja nadal boryka się z tragiczną rodzinną przeszłością, Klara sama siebie zaskakuje nagłymi decyzjami a Matylda odkrywa w sobie ukryte talenty. Wątki obyczajowe tych bohaterek powodują w czytelniku wiele emocji od wzruszenia do uśmiechu.

Ale w powieści Katarzyny Gacek najważniejsza jest zagadka, która misternie stworzona powoli się wyjaśnia w bardzo zaskakujący sposób. A do tego wiele tajemnic wychodzi na jaw. Jakich? To trzeba samemu przeczytać i pobawić się w detektywa. Ja za pierwszym razem nie trafiłam.

Historię niezwykłego śledztwa połączoną z rozbudowanym wątkiem obyczajowym czyta się jednym tchem. Bowiem jest napisana bardzo lekkim piórem a do tego połączonym ze świetnym poczuciem humoru. Barwne postacie pierwszo i drugoplanowe dodają charakteru powieści Katarzyny Gacek i dzięki temu czyta się ją wyśmienicie i na jednym oddechu, jeśli to możliwe. Ja nie miałam takiej możliwości i dzięki temu mogłam dłużej się cieszyć lekturą. Mam nadzieję, że plotki się nie potwierdzą i powstanie kolejna część o sympatycznych detektywkach, które bardzo polubiłam.

Gorąco polecam na wakacyjne leżakowanie Krew z Krwi Katarzyny Gacek.

Dziękuje za egzemplarz recenzencki Autorom Książek w Obiektywie


czwartek, 13 czerwca 2024

Malachitowy bursztyn - symbol nadziei?


Malachitowy bursztyn  Irene Sturm to dość oryginalna pozycja, którą niedawno otrzymałam do recenzji. Czemu tak jest? Czym zaskakuje? Zaraz pokrótce wyjaśnię. 

Polda, główna bohaterka, to młoda żona, która wbrew wszystkim , głównie sobie, postanawia wziąć ślub z nowo poznanym kupcem oraz wyjechać z nim do Galicji. Lubisk to mała miejscowość, gdzie życie toczy się wolno i jest takie zwyczajne. Jednak jak w każdym miasteczku dzieją się tu ludzkie mniejsze lub większe tragedie. Na problemy Poldy i nie tylko najlepsze sposoby ma siostra Leonia lub ksiądz Kwiryn z pobliskiego zakonu oraz pomoc domowa Ryta. Każda z tych bohaterek ma swoją przeszłość mniej lub bardziej dramatyczną w jakiś sposób związaną z zawodem miłosnym. Czy losy bohaterek się wyprostują? A może inaczej potoczą? Co musi się stać, aby wzięły swoje życie w swoje ręce? Czy  wszystkie historie poszczególnych postaci zakończą się dobrze? 

Autorka Irene Sturm w tej niezwykłej historii zaskakuje czytelnika sposobem przedstawienia postaci i narracji. Tu nie ma jednego narratora. Każdy bohater głównie w formie dialogu lub skrytych myśli przedstawia swoje lub innych losy. Jest to mocno zaskakujący sposób na opisanie przewrotnej  opowieści. 

A powieść Malachitowy bursztyn jest bardzo nietypową lekturą w samej formie nie mówiąc już o wielowątkowości książki.  Czasem  jest to trochę irytujące, i chce się czasem porzucić czytanie. Nic bardziej mylnego,  bo krótkie rozdziały, napisane z innego punktu widzenia, tworzą na sam koniec ku zdumieniu czytelnika  spójną fabułę. I to jak ciekawą. W pewnym momencie nie można się oderwać od lektury.

Malachitowy bursztyn to przypowieść o zwykłym życiu w czasach trzeciego rozbioru Polski połączona z domieszką obyczaju, romansu oraz zawodów miłosnych, które prowadzą bohaterów do trudnych decyzji. Do czego to doprowadzi?

„Nie jest łatwo znaleźć drogę do rodzinnego domu, obojętnie jak jest, ale to zawsze najlepsze miejsce na świecie.”

Świat byłby nudny, gdyby wszyscy byli jednakowi, tak samo postępowali i się zachowywali, nieprawdaż?

A czemu malachit z bursztynem to już trzeba przeczytać książkę, która jest pełna ważnych symboli w życiu Poldy i Ryty. Owszem jest trochę pokręcona ale zawiera w sobie wiele ważnych prawd. 

„Domem mężczyzny jest nie kto inny, tylko jego żona.”

Ja jestem lekko zmieszana i treścią i formą opowieści. W sumie pozytywnie, bo takiej powieści nie czytałam i  się nie spodziewałam, że może być na tyle intrygująca, że nie można przestać o niej myśleć. 
 
W skali od 1 do 6 oceniam książkę na 4.
Dziękuję za egzemplarz recenzencki portalowi Sztukater.pl




poniedziałek, 3 czerwca 2024

Niezwykle Legendy ostatniego wszechświata



Niedawno w moje ręce trafiła książka z gatunku urban fantasy. Z początku miałam pewne obawy, gdyż dość długo nie czytałam literatury tego rodzaju. Jednakże po przeczytaniu pierwszego rozdziału Legend Ostatniego Wszechświata już wiedziałam, że to jest coś dla mnie. 
Czemu? Co takiego jest w powieści Kaliny Bobras? Czym ta książka intryguje? 

Legendy ostatniego wszechświata to historia o Anealerze, który odkrywa swoje umiejętności a co za tym idzie niezwykłą tajemnicę rodzinną. Jako zbuntowany nastolatek nie zgadza się z planem narzuconym przez ojca, Generała Palladynów. Bo zamiast iść do Akademii Rycerskiej wybiera inną drogę edukacji znacznie ciekawszą a zarazem prestiżową. Na swojej drodze  do celu poznaje Gwardzistkę Yoakee oraz lojalnych przyjaciół np. Illaidrisa oraz Nadreyę. Podczas szkolenia i pierwszych misji wychodzą na jaw tajemnice związane z jego pochodzeniem i przeszłością. 

Kim jest bohater? Skąd ma tak dużo umiejętności? Czy będzie umiał nimi władać? Z czym to wszystko się wiąże? Jakie tajemnice jeszcze wyjdą na jaw? 

Autorka w Legendach ostatniego wszechświata stworzyła fascynujący świat, w którym wszystko może się zdarzyć. Przygody młodego adepta i jego tajemnicza tożsamość oraz przeszłość plus dynamiczna akcja oraz precyzyjne dopracowanie wszechświatów a także i wymiarów powoduje, że ta pozycja jest nieodkładalna. Bo nie ma tu nudy, każdy wątek ma sens i wszystko łączy się w spójną całość. Swoją drogą są tu delikatne nawiązania do powieści Roberta Żelaznego a także do serii filmów o Gwiezdnych Wojnach. I to jest między innymi intrygujące. 

Bohaterowie  Legend są realni, ze wszystkimi zaletami i wadami a historia płynie sama. Książka została napisana lekkim językiem. Tak, że o ważnych rozterkach a zarazem decyzjach głównych postaci czyta się z wypiekami na twarzy. Gdyż każda z nich stoi przed trudnym wyborem i konsekwencjach po ich dokonaniu. Czytelnik czuje się tak samo niepewny jak dany bohater i kibicuje, głównie Anealorowi, w jego działaniach. Co ciekawe historia jest przedstawiona z różnych perspektyw , nie tylko oczami głównej postaci. To wiele wyjaśnia i pomaga zrozumieć świat przedstawiony przez pisarkę.
To dzięki temu nie można się oderwać od powieści  Kaliny Bobras.

A zakończenie Legend ostatniego wszechświata zaskoczyło mnie totalnie i dało nadzieję, że powstanie kolejny tom o dalszych losach bohaterów. Czy to możliwe? Jeśli tak, to czekam z niecierpliwością.

Jestem pod wrażeniem książki z nietypowego dla mnie gatunku. Może dlatego, bo dawno nie czytałam takich powieści zwłaszcza polskich autorów. A widzę, że szkoda i trzeba to nadrobić. Co ciekawe jest to druga powieść autorki. 

W skali od 1 do 6 oceniam na 5.

Dziękuję Sztukater.pl za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.


wtorek, 28 maja 2024

3 część Słonej Wanilii czyli recenzja patronacka

 


Zapraszam do świata  pełnoletnich nastolatków, którzy stoją przed ważnymi wyborami czyli na trzecią i ostatnią części serii o Klubie pomocników czyli Słoną Wanilię Artura Tojzy. 

„Dorośli zapominają, że pełnoletność to nie to samo co dojrzałość .”

Tym razem poznajemy bliżej historie z perspektywy Anny, nastolatki dla niektórych przebojowej. A tak naprawdę przestraszonej i niepewnej swej tożsamości dziewczyny, która w dość nieoczekiwany sposób poznaje tajemnice rodzinne. W tle niespodziewanych wydarzeń wiją się  dalsze losy Tomka i Amandy oraz Diany a nawet nieprzeniknionego Ryszarda.         A dzieje się w tej części naprawdę sporo. Są tu i rozterki typowe dla młodzieży, ale w większości są to także problemy dorosłych, którzy w przeszłości popełnili błędy. 

Jak to wpłynie na życie nastolatków ? Czym to się skończy ? Czy w rodzinie Anny a może i Amandy coś się zmieni? Kto to wie?

„Jesteśmy silniejsi. Wszyscy. Nawet jeśli dzieli nas wiele i kiepsko zaczęliśmy niektóre znajomości.”

Bohaterowie całej serii to pełnokrwiste postacie z problemami, z którymi czytelnik albo się w jakiś sposób utożsamia albo chciałby się zaprzyjaźnić.  Lub po prostu ich przytulić, żeby powiedzieć wszystko będzie dobrze. 

Pomiędzy tym wszystkim autor porusza tematykę bardzo ważną dla młodych kobiet, o której mało kto mówi w szkołach . Duży plus za to panie Arturze. 

„Bo mężczyźni również powinni wiedzieć, jak to działa, aby móc w razie potrzeby służyć pomocą kobietom i przede wszystkim zrozumieć, dlaczego raz w miesiącu potrafimy być wściekłe jak gniazdo rozkruszonych szerszeni i objadamy się czekoladą.”

Slona Wanilia to nie jest zwykłe Young Adult , gdyż porusza nie tylko miłosne problemy nastolatków. Tu dostajemy obraz młodzieży, która mierzy się z wieloma problemami. To jest także książka dla dorosłych, po to aby pokazywali młodym ludziom jak kierować swoim życiem. Aby nie patrzyli na innych, tylko słuchali swego serca i swoich potrzeb. Ale w taki sposób, by nie popełniali ich błędów. 

Książka jest pełna emocji oraz swoistego poczucia humoru , dzięki któremu można czasem mocno uśmiać. Mistrz Miłości przebija tu wszystko. Nie polecam czytania podczas jedzenia lub jazdy komunikacją.  

Dowcipny i lekki język pisarza czyni te pozycję świetną lekturą dla wszystkich czytelników. 

Dziękuję  Arturowi Tojzie za zaufanie i możliwość patronowania tej świetnej książki.




czwartek, 23 maja 2024

Jednego serca czyli co w duszy Niemena gra

 


Ostatnio raz na miesiąc pojawiam się w teatrze. Tym razem wybór padł na przedstawienie muzyczne w reżyserii Anny Sroki-Hryń pt. Jednego Serca, którego premiera odbyła się w lutym tego roku w 85 urodziny artysty.. Jak łatwo się domyślić, jest to spektakl, który dotyczy twórczości jedynego i niepowtarzalnego Czesława Niemena. 

W Jednego Serca piosenki płynnie przechodzą  w kolejne utwory , których wykonanie jest niezwykle, wzruszające i niepowtarzalne. Wokaliści a zarazem studenci Pani Anny lirycznie i czasem bigbeatowo śpiewają znane i mniej znane piosenki artysty. Ja z pokolenia końcówki lat 70-tych, ku mojemu zaskoczeniu, znałam całkiem ich sporo. I miałam ciary. Albowiem ci młodzi aktorzy przeprowadzili publiczność przez tajemnice duszy Czesława Niemena. Raz romantyczną, raz wesołą a czasem mocno nostalgiczną. 

Początek był zabawny bo zagrano Zabawę w ciuciubabkę, później dla zmyłki włoską piosenkę a potem utwory, do których komponował muzykę sam Niemen. Czyli np. Sprzedaj mnie wiatrowi, Elegia Śnieżna lub Ptaszek. Teksty tych utworów są głównie wierszami polskich poetów np.  Jana Brzechwy, C.K. Norwida czy Juliana Tuwima i poetki czyli Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.  Kilka jest także autorstwa Czesława Niemena np. Począwszy od Kaina, Spojrzenie za siebie. Każda z nich jest bardzo życiowa i przejmująca na wskroś. Wiele było tu wzruszeń. 

W całym przedstawieniu zagrano i zaśpiewano 20 piosenek. W tym także te najbardziej znane czyli Pod Papugami, Płonąca Stodoła, Jednego serca, Dziwny jest ten świat oraz Sen o Warszawie.

Wykonanie utworów muzycznych po prostu bajka. Nie tylko chodzi o sam śpiew ale także o ich interpretację gestem, ruchem, grą, tańcem. Wszystko perfekcyjnie dopasowano do muzyki. Dla mnie niegdyś tańczącej był to miód na serce. 

Emocje zostały pokazane przez aktorów bardzo dosadnie a zarazem sugestywnie. Po prostu majstersztyk. Nikt by lepiej tego nie zrobił. Aranżacje muzyczne delikatne, nie przesadzone , a bardzo się ich bałam. Na szczęście zagrano wszystko w punkt. Bez żadnych większych kombinacji. Uff. 

Ja jestem nadal pod wrażeniem. Zapraszam serdecznie na artystyczną ucztę do Teatru Roma na NOVA Scena. 

P.S. Bilety jak zawsze, warto kupić z dwa miesiące wcześniej. 


niedziela, 19 maja 2024

Czerwony. Nieoczywisty Thriller czy już horror?



Czerwony to dla większości ludzi kolor miłości. Według najnowszej książki pt. „Czerwony” Agnieszki Lis jest to barwa złości i gniewu. 

Czemu tak jest?  Z jaką historią się to wiążę? I czym ona się skończy?

Marcelina, podobnie jak bohaterka Niebieskiego -  pierwszej książki z wielobarwnej serii, widzi barwy w aurach ludzi. Od dzieciństwa ma tą niezwykłą zdolność i w ten sposób rozpoznaje: kto jest dobry czy zły. Bowiem każdy kolor ma swoje znaczenie.

„Kiedy pojawia się pomarańczowy, nie mam wątpliwości, ten człowiek jest zakochany.”

„Fioletowy to kłamstwo, więc takich ludzi unikam.”

Od pewnego momentu  co noc śni o dziwnych niepokojących rzeczach. Faktach, które wydarzyły się lata temu, a mało kto o nich pamięta.  Każdy taki sen kończy się nadmiarem mrożącej krew czerwieni. Kto lub co za tym stoi? Z czym to się wiąże?

W rozwiązaniu tej zagadki pomagają głównej bohaterce Czerwonego: przyjaciółka Paulina oraz kolega z pracy Krzysiek.  Nagle po spotkaniu rodzinnym  do snów dochodzą dziwne wizje, które w jakiś sposób wiążą się z dawną niedopowiedzianą historią nieistniejącej już wsi Bromerzyk w Puszczy Kampinoskiej i losów jej mieszkańców. Jakie tajemnice wyjdą na jaw?  Czy tylko rodzinne, a może jakieś inne?

„Czy to żywych trzeba się bać?”

Najnowsza powieść Agnieszki Lis to bardzo przejmująca oraz intrygująca lektura, która przypomina o zapomnianych faktach, które miały miejsce podczas zawieruch wojennych i nie tylko. Bohaterowie Czerwonego są bardzo realni, jak zawsze u autorki i do tego lekko zabawni. Dzięki temu książka nie jest aż tak straszna.  A nie lubię się bać.

Czerwony to głównie thriller o nieoczywistych sposobach manipulacji, który zaskakuje czytelnika na samym końcu powieści. I to jak! Trzyma w napięciu tak, że nie można się od niego oderwać. Są tu także widoczne elementy horroru, czym autorka mnie mocno zaskoczyła. Aż za bardzo, brr.

Widać, że Agnieszka Lis rozwija się literacko i to bardzo. Brawo!  

Ja jestem zaskoczona, zmieszana i jak zawsze pod wrażeniem kreatywności pisarki.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Autorom Książek w obiektywie.


Relacja z Targów książki Vivelo 2024 sobota

Targi to czas wielu ciekawych spotkań z ulubionymi pisarzami oraz  nowoodkrytymi a także ze znajomymi z różnych stron Polski. Głównie czytelniczkami takimi jak jak ja pełnymi pasji I miłości do książek. 
Uwierzcie, że  są tacy ludzie co nie rozumieją tego hobby. 
Na szczęście jest dużo nowych i co ważne młodych czytelników,  głównie nastolatek , które tłumnie przybyły na Targi książek i Mediów Vivelo, które po raz drugi odbywają się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Płyta stadionu zajęta był przez pisarki młodego pokolenia. Na szczęście ktoś pomyślał. Dzięki temu na piętrze było całkiem znośnie,  przynajmniej po 10.00. I można było w miarę na spokojnie odwiedzić te autorki,  na których mi zależało. A były to między innymi:

Anna Rozenberg


Anna Sakowicz



Ewa Bauer

Agata Suchocka, która także gra i śpiewa . I zawsze cudnie czytelnika wita.

Alicja Czarnecka Sus


Stefan Darda z którym pogadałam o psach , bo pan pisarz jest właścicielem Haskiego. Nie tylko o książkach rozmawiałam z autorami. I to jest fajne. 

Aleksander Rogoziński . Jak nastolatki zobaczyły do Alka kolejkę, a była faktycznie długa, to stwierdziły, że ktoś tu sławny jest.   Tutaj też można bylo poplotkować  o różnych ważnych sprawach.

Anna Ziobro



Magda Stachula, z którą przez chwilę był także Paweł Małaszyński. Jakie piski były w kolejce…
A wszystko przez to, że wcześniej był panel dyskusyjny o ekranizacji książki pani Magdy..
 

Małgosia Starosta niezawodna bo zawsze uśmiechnięta i pełna energii, a książki pisze coraz ciekawsze.

Michał Śmielak

W między czasie były też różne panele dyskusyjne oraz rozmowy na scenie głównej jakoś tak dziwnie z boku schowanej. Trafiłam tam przez przypadek i dzięki temu posłuchałam wywiadu z Katarzyną Bondą, który prowadziła Justyną Dżbik Kluge. Super było poznać ulubioną dzienikarkę osobiście i parę słów zamienić. Po prostu pełnia szczęścia.