środa, 7 stycznia 2026

ZACZYTANY RANKING KSIĄŻEK 2025

W poprzednim roku sporo się działo, dużo ciekawych książek wyszło na świat i zasypało niebywałym historiami a zarazem bardzo realnymi. Miałam kilka zaskoczeń i wiele odkryć. Dużo było teatralnych wyjść i kilka spełnionych bo wymarzonych koncertów. 

Zapraszam na Zaczytany Ranking 

Najlepsze kryminały 2025




1. Śnieg przykryje - Michał Śmielak
4. Wypadek, nie sądzę - Katarzyna Gacek
5. Sekrety Domu Wintera - Alicja Czarnecka-Suls

Najlepsze audiobooki 2025


1. Śnieg przykryje w wykonaniu Janusza Zadury
2. Toń w wykonaniu Ewy Jakubowicz
3. Alchemia  w wykonaniu Klaudii Bełcik
4. Grota w wykonaniu Janusza Zadury
5. Salon spełnionych marzeń czytany przez autorkę Agnieszkę Lis


Moje odkrycia roku


1. Grota - Marcel Moss 
2. Śnieg przykryje - Michał Śmielak
3. Sekret Terapeutki - Greta Drawska

Ranking 10  najlepszych książek (wybranych z 30) 2025 roku 




1. Sztorm - Magdalena Witkiewicz 
2. Śnieg przykryje - Michał Śmielak 
3. Jutro już nigdzie nie pojadę - Agnieszka Lis 
4. Kruchość serca - Andrzej Konefał
5. Alchemia - Katarzyna Zyskowska
6. Zdeptane Nadzieje - Wioletta Piasecka
7. Niepokorne - Sylwia Markiewicz 
8. Jak odchudzić kota - Monika Wawrzyńska
9. Złotowłosa - Wojciech Chmielarz
10. Sekret terapeutki - Greta Drawska

Gratulacje dla autorek i autorów za tak przejmujące i ważne historie.





poniedziałek, 29 grudnia 2025

Złotowłosa



Zaginięcia ludzi są spowodowane wieloma rzeczami. Czasem człowiek znika, bo ma dość dotychczasowego życia a czasem jest tak, że ktoś z wiadomych sobie powodów porywa osobę.  Jak jest w przypadku tytułowej Złotowłosej w książce Wojtka Chmielarza? Czy i czym zawiniła sobie główna bohaterka, że nagle w tajemniczych  okolicznościach znika? Czy to przeżyje? I kto to zrobił oraz dlaczego?

Złotowłosa Wojciecha Chmielarza przy pierwszym spotkaniu to studium osoby porwanej, która w zwyczajnym życiu to uporządkowana i bardzo empatyczna kobieta. Bowiem Urszula oprócz zwykłej pracy pomaga w hospicjum przy starszych osobach. Znika w dniu zaręczyn w parku, w którym napada ją chyba niedźwiedź…. Co najciekawsze nie od razu jest zgłoszone jej zniknięcie, co powoduje spekulacje w policji, ze została zamordowana przez narzeczonego. Lecz Tadek się tego wypiera i zaczyna na własną rękę szukać Uli. Czy to się uda?

Czytelnik już w pierwszych zdaniach dowiaduje się, że dziewczyna została porwana i jest przetrzymywana w piwnicy. Przez kogo? Kto się do takiego czynu posunął? I dlaczego? 

„Życie potrafi zaskakiwać.”

Chmielarz w najnowszej powieści prowadzi czytelnika po meandrach umysłu osoby porwanej jak i także zranionej przez los. I gdy wydaje się, ze wiadomo o co w danym momencie chodzi, to pojawia się zupełnie zaskakujący nowy wątek. 
W tej historii jest wiele retrospekcji, z których wynika, że główna bohaterka nie miała wielkiego wsparcia w rodzinie i generalnie wszystko co złe to była jej wina. Odejście matki, złe wybory czy studia i itp.  Czy w takim razie w obecnej sytuacji sobie poradzi?

Złotowłosa to nie jest kryminał a bardziej thriller psychologiczny, który pokazuje jak za dawne błędy  można zapłacić. I jak one wpływają na życie rodziny, która straciła ukochaną osobę. Dostajemy tu pełen obraz psychologiczny takiego przypadku. Bardzo wnikliwy jak to u Chmielarza bywa.

Mam wrażenie, że im dłużej pan Chmielarz pisze thrillery, tym są one lepsze. Bardziej pokrętne i tajemnicze. Wręcz mistrzowskie. Bo tak zaskakującej fabuły się nie spodziewałam, mimo, że znam Żmijowisko i Wyrwę. Tak, tak, ja głównie znam thrillery a nie kryminały Wojtka Chmielarza. Co najważniejsze pozostają długo w pamięci , tak też i historia Złotowłosej jeszcze we mnie rezonuje. 

Bo są tu pełnokrwiste postacie, a do tego czyta się o nich wyśmienicie. O stylu nie wspomnę, gdyż jest bardzo lekki a zarazem bardzo wnikliwy. Przenikliwy. 

Audiobook czytany przez Annę Szymańczyk jest tez niczego sobie. 

Polecam serdecznie na długie zimne wieczory.  






 

czwartek, 25 grudnia 2025

Co Śnieg przykryje?




Mówi się, że wszyscy kłamią i każdy z nas ma swoją wersję ważnych wydarzeń. I większość ludzi ma coś do ukrycia. Czemu tak jest? Cóż, pewnie chodzi o różne intencje. Ale jakie? 

Podobnie jest w najnowszej powieści Michała Śmielaka pt. Śnieg przykryje. Czemu tak jest? Co takiego śnieg ma przykryć? Morderstwo a może coś zupełnie innego? 

Głównym bohaterem Śnieg przykryje jest Rysiek, który nagle po 25 latach od zaginięcia pojawia się w rodzinnym domu dzień przed wigilią ku zaskoczeniu wszystkich. 
Rodzina, policja i lekarze próbują dociec co się stało lata temu, bo wygląda na to, że niewiele pamięta.  Poza tym, że w tamtym czasie nie za bardzo się przejęto zniknięciem alkoholika, ani nie przeprowadzono dokładnego śledztwa. Syn-policjant oraz lekarz próbują ustalić kolejność wydarzeń oraz odkryć prawdę tego dziwnego zdarzenia. Tylko jaką prawdę....? 
W wyniku postępujących działań pojawiają się nowe wątki, które wiele wyjaśniają. Do czasu….

W tej kryminalno-świątecznej historii Michał Śmielak bardzo sprytnie i umiejętnie prowadzi czytelnika przez meandry poszukiwań, tak że jak już coś wiemy to nagle okazuje się zupełnie innego. Ileż razy byłam zdumiona dynamiczną  zmianą  w głównej historii. 

Co najważniejsze w tym świątecznym kryminale autor bardzo realistycznie przedstawia obraz rodziny patologicznej, której głównym żywicielem jest alkoholik i przemocowiec. I opisuje jaka to jest katorga dla wszystkich. Gdyż nie da się przejść obok tego obojętnie. Bo według Ryśka alkohol jest „lekarstwem na wszelkie bolączki.” Na złą żonę, syna niedorajdę według mniemania ojca oraz wiele innych rzeczy. 

Mimo tak poważnego społecznego wątku intrygująca fabuła i lekki styl pisarza oraz charakterystyczni bohaterowie typu Rysiek czy Bożenka są bardzo dobrym przepisem na bestseller, którym Śnieg przykryje już jest. Dużo tu dodaje ciągle trwające napięcie i wyskakujące nowe tropy. Jednym słowem, nie ma nudy. 

Na początku powieści ma się wrażenie, że pewien schemat wzięto prosto z Dnia Świstaka. Nic bardziej mylnego. To jest specjalny twist, który ma zmylić czytelnika ale i wyjaśnić pewne kwestie. Jest tych twistów więcej i to jakich….

Ja jestem zadziwiona i zachwycona, dawno tak mnie książka nie wciągnęła. Dobrze, ze miałam także wersje audio, którą czytał niepowtarzalny Janusz Zadura. Po prostu sztos. 
Coś czuje, ze teraz częściej będę sięgać po książki Michała Śmielaka. 

Polecam serdecznie papier, eBook i audiobook. 
Nie zapomnicie o tej historii…. 











poniedziałek, 15 grudnia 2025

Co kryją góry Wicklow?



W przedświątecznym czasie wydawałoby się, że powinno się otulać ciepłymi sympatyczno-serdecznymi opowieściami. Nie w moim przypadku, gdyż ja w ramach współpracy wybrałam debiut, który jest thrillerem. A ja bardzo lubię poznawać książki nowych autorów! 

Co kryją Góry Wicklow Maleny Malewskiej to intrygująca historia Karoliny, która w skutek traumatycznych wydarzeń traci pamięć. I nikt nie jest w stanie jej pomóc aby mogła ją odzyskać. Zaniepokojeni rodzice zabierają ukochaną nastolatkę z Irlandii do Polski aby uciec od wszelkich problemów i konfliktów. Czy to jest możliwe? Czy dziewczynka będzie w stanie normalnie żyć?

Główna bohaterka po wielu latach nowego życia oraz kilku w stałej pracy, w ramach rozwinięcia kariery dostaje szanse na kontrakt w Dublinie. Dzięki temu ma nadzieję na zmierzenie się z przeszłością i zagadką utraty pamięci. W firmowym irlandzkim zespole uzyskuje wsparcie od kolegi, który zna sprawę z przed wielu lat. A do tego trafia na dawną przyjaciółkę Sharon ….

Co z tego wyniknie? Jakie tajemnice wyjdą na jaw? Co takiego  stało się lata temu, że straciła pamięć? Czego może się o sobie dowiedzieć? I co z tym mają wspólnego celtyckie duchy i inne zmory?

Książka Maleny Malewskiej to klimatyczny thriller momentami nawet horror, który zawiera wiele ciekawych historii rodziny Sharon, domu i zagadek. Po rozwinięciu jednej pojawiają się kolejne wątki, które powoli sklejają  się w całość. I to jaką! 
Warto zaznaczyć, że została tu świetnie opisana Irlandia oraz wielowymiarowy Dublin, w którym czytelnik może się pogubić w czasie i przestrzeni. Widać, że pisarka ma dużą wiedzę o historii Zielonej Wyspy a także o zwyczajach jej mieszkańców. A do tego dodaje tajemniczego charakteru.

Co kryją Góry Wicklow ma wiele wyrazistych postaci takich jak Sharon i jej ciotka Aniela. Dzięki nim nie ma w tej powieści nudy, gdyż cały czas coś tu się dzieje. Karolina wraz ze swoją ciekawością i odwagą  napotyka wiele trudności ale i także przyjemności i powoli poznaje siebie na nowo. 
Malena Malewska bowiem  delikatnie porusza problem seksualności i tym samym tożsamości jako takiej zwłaszcza po utracie pamięci. 

Ja jestem zauroczona stylem autorki a także pomysłem na powieść nietuzinkową i tajemniczą. Dlatego też, już niecierpliwie czekam na kolejną. Ciekawe co to będzie…. 

Debiutancka powieść Maleny Malewskiej została przez wydawnictwo przypisana do horroru. Nic bardziej mylnego. Co prawda są tu duchy i zjawy i inne celtyckie klimaty. Jednakże dla mnie jest to bardzo dobry thriller psychologiczny z elementami horroru. Bo co najważniejsze jest to, że ja nie przepadam za samym horrorem. Tak więc sami zrozumiecie, że  nie może być tak strasznie. Raczej tajemniczo….

Bardzo polecam na zimowe wieczory przy ciepłej herbacie.

W skali od 1 do 6 oceniam na 5. 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater.pl










poniedziałek, 1 grudnia 2025

Co się może wydarzyć 10 lat później


Przez ostatnie dwa tygodnie czytałam kilka książek naraz. Jedną z nich była debiutancka powieść Beaty Turlik pt. 10 lat później. Spędziłam z nią dwa całkiem przyjemne wieczory. Dlaczego tylko dwa? Co jest w niej intrygującego a co denerwującego? Co się może okazać po wielu latach niewyjaśnionej nieobecności?

Na pytanie co każdy z nas by zrobił, gdyby został nagle porzucony przez ukochaną osobę, autorka odpowiada w swojej pierwszej książce. 

Sara w niezrozumiały dla niej sposób zostaje sama po nagłym odejściu Darka. W tym momencie nie tylko traci miłość ukochanego a także grupę przyjaciół. Po wielu trudach udaje się jej wyjść z dołka i układa życie na nowo. Czy jest z niego zadowolona? Nie do końca i gdy tylko ma okazję zmienia kolejnego partnera i całkiem przypadkiem natrafia na dawnego przyjaciela. W wyniku czego odkrywa prawdę na temat zniknięcia Darka a potem na niego samego. 

Co z tego wyniknie? Czy realny jest powrót do tego, co kiedyś było? Jak to wpłynie na głównych bohaterów? Czy uda im się ułożyć wspólne życie? W jaki sposób?

W historii pt. „10 lat później” poruszony jest temat między innymi poważnej choroby oraz chorobliwej zazdrości, która ma wiele twarzy. A także wielowymiarowej straty bliskich nam osób. Jest tu także trochę lekkiej naiwności, która czasem rozbraja czytelnika. Jednakże jest na tyle ciekawie skonstruowana tak, że trudno się od tej pozycji oderwać.
  
Książka Beaty Turlik to emocjonalny kołowrotek, który co jakiś czas zwalnia, aby znów uderzyć w grupę przyjaciół. W pewnym momencie można wyczuć, że za chwil kilka znów się coś stanie. Tak, trzyma w napięciu tak jak w życiu. 

Bo czyż tak nie jest, że gdy czujemy się zbyt swobodnie i super bezpiecznie to nagle coś mocno uderza w ten nasz spokój. I wywala nas z rytmu. Niestety. 

„Czasu nigdy nie jest dość, gdy kogoś tak kochamy, prawda?”

Przyznam szczerze, że z lekką nieśmiałością podchodziłam do 10 lat później, gdyż na początku miałam wrażenie, ze trafiłam na zwykły romans. Jest tu bowiem sporo takiej naiwności rodem z Harlequina, jednakże poważne rozterki bohaterów i ich różne problemy rozwiewają je dość szybko. Jedyne co mnie irytowało to opisy typu narzeczona Marka, żona Darka itp. Natomiast fajne było to, że ekipa przyjaciół spędza wiele czasu razem i każde z nich troszczy się o siebie nawzajem i dba o wspólne relacje.

Tajemnica i ta niesamowita przytulność książki Beaty Turlik powoduje, że czytelnik nie może się oderwać od lektury i zapomina o rzeczywistości. 
Polecam ja, niewielka romantyczka na zimowe wieczory.

W skali od 1 do 6 oceniam na 4. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater.pl





















niedziela, 30 listopada 2025

Magiczna Symfonia Tańca


 
W ostatnim czasie pojawia się dużo wydarzeń kulturalnych dotyczących epoki romantyzmu. Jednym z nich  była premiera w Teatrze Wielkim  czyli balet pt. Symfonia Tańca, która na długo zapada w pamięć. Czemu? Co wpływa na to?

Bez większego wczytywania się w libretto przedstawienia - może i dobrze - odczułam, że chodzi tu - jakże odkrywczo - o taniec i to jaki. Taki, którym tancerze pokazują swoje wrażenia z  odczuwania muzyki w każdy możliwy sposób. A także jak wpływa on na nich , ich ciało, samoświadomość i drogę do perfekcji ruchu. Zwłaszcza w najtrudniejszym i najbardziej klasycznym gatunku  tańca czyli balecie. 

I jak się okazuje twórcom Symfonii Tańca chodziło o to, aby pokazać jak muzyka romantyków czyli Beethovena, Chopina oraz Bizeta  wpływa na różne relacje związane z tańcem. Choreografie znanych twórców czyli Toera Van  Shayka, Edwarda Cluga oraz Georga Balanchine pokazują w jaki sposób to się dzieje. I jak można pokazać dźwięk ruchem scenicznym i jak wyćwiczone ciało reaguje na muzykę. Czystą harmonią, pięknymi synchrami w duecie jak i w większej grupie. Po prostu magia.

I ja tą magię poczułam dzięki pięknej interpretacji tanecznej zespołu baletowego Teatru Wielkiego oraz niesamowitym wykonaniom muzyków. Warto zaznaczyć, że każda część tego baletu to zupełnie inne podejście do muzyki znanych kompozytorów. Drugi i trzeci akt najbardziej zapadają w pamięci widza, gdyż można nacieszyć oczy pięknymi scenami tańca a uszy niezapomnianą muzyką.

Symfonia Tańca to święto wszelkich zmysłów, jakie można obejrzeć na scenie teatru Wielkiego w wykonaniu całego zespołu tanecznego i orkiestry. To także święto baletu, którego ostatnio mało było w Teatrze Wielkim. Zwłaszcza polskich solistek i solistów, a szkoda. 

Zapraszam na pełne wrażeń przedstawienie gdyż taniec jest emocją. 

Wasza niegdyś tańcząca podróżniczka 
















piątek, 28 listopada 2025

Premierowa recenzja Piernikowego serca

 



Niecały tydzień temu byłam na przedpremierowym pokazie najnowszego filmu świątecznego pt. Piernikowe serce w reżyserii Piotra Wereśniaka. Wtajemniczeni widzowie wiedzą, że film został zrobiony na podstawie książek Agnieszka Lis czyli Marcepanowej Miłości oraz Kawiarni Pełnej Marzeń. 

Jest to słodko-gorzka historia o rodzinie Melanii i Jana (uwaga zmiana imienia) i o jej losach, po śmierci nestora rodziny. Justyna i Czarek przyjeżdżają do rodziny w Toruniu  na święta, a także z pewnym zamiarem. Ich syn Janek (znowu zmiana imienia z Norberta) poznaje młodą sąsiadkę Zuzkę , w której sie zakochuje, a jego Ciotka Dagmara (kolejna zmiana) próbuje stanąć na nogi zakładając swoją wymarzoną kawiarnię. To tak w wielkim skrócie aby nie było spojlerowania. 

Jak widać są tu pomieszane wątki, taka była widocznie  wizja scenografów i reżysera. Czy słuszna oceńcie sami. Sama autorka podkreśla, że jej książki są inspiracją dla tego jakże barwnego filmu. Co najważniejsze najbardziej charakterystyczne postacie ze wspomnianych tytułów występują w Piernikowym sercu. 

Mamy tu wymagającą Melanię (Katarzyna Żak), zakręconą Dagmarę (Małgorzata Socha) oraz wybuchowego Pawła (Piotr Głowacki) ojca Zuzki. Justynę i Czarka grają Olga Bolądź oraz Stefan Pawłowski, którzy świetnie zostali dopasowani do bohaterów.  

Co najważniejsze film oddaje charakter książek Agnieszki Lis, bo nie jest tu cały czas słodko-pierdząco tylko na szczęście bardzo życiowo. Czyli trochę gorzko, troche romantycznie i oczywiście wesoło. Scena z bijącym się Mikołajem rozbawi każdego.  I nie tylko ona. Rodzice Zuzki dodają tu element lekkiego szaleństwa. 

Pierwsze wrażenia są rewelacyjne i dla tych co znają wspomniane powieści i dla tych co nie znają. Bądźcie czujni bo w pierwszej scenie występuje autorka. Historia sama się obroniła mimo wielu zmian, a znakomita gra aktorska dopełniła ją ze smakiem. A pięknym tłem był świąteczny klimatyczny  Toruń, w którym zdarzają się cuda. 

Polecam serdecznie wszystkim, którzy lubią filmy świąteczne z biglem i mądrym przekazem i chcą już poczuć atmosferę świąt.